Blog > Komentarze do wpisu
dzień pierwszy

Będzi to blog po części terapeutyczny, po części kulinarny. Terapeutyczny, bo niedawno straciłam kogoś, na kim mi bardzo zależało. Kulinarny, bo gotowanie zawsze podnosiło mi morale.

Nazywa się 12 miesięcy na wiosce, bo zakładam, że będę go prowadziła przez rok, póki co. Żeby trochę sie oswoić z moją sytuacją, można to tak ująć, życiową, i zastanowić nad wszystkim. Bo jestem w jakimś bałaganie i chcę trochę posprzątać.

Zaczynam.

Październik. Dziś rano już trzeba było skrobać szyby. Szybko przychodzą chłody w ostatnich latach i zimy długo trwają. Dziś miałam dzień wolny, a poza tym lekarz wczoraj zdiagnozował mi zapalenie oskrzeli, a dokładniej "przechodzone zapalenie oskrzeli" (i miał rację). Więc siedząc w łóżku z kompletnie spuchniętym od kaszlu gardłem mogłam mysleć tylko o jednym: gorącym, pożywnym ROSOLE. Z imbirem, żeby rozgrzewał.

A robi sie go tak (od razu ostrzegam, że nie będę raczej podawała dokładnych danych miarowych, zawsze wszystko gotuję "na oko" i jakoś wychodzi, będę podawała więc raczej zasady, hm, ogólne). Więc: do dużego garnka wlewamy zimnej wody i do tejże wody wrzucamy: liść laurowy, parę ziarenek ziela angielskiego, szczyptę kurkumy i trochę pieprzu. Wkładamy mięso: kawałek wołowiny, skrzydełko z kurczaka i szyjkę z indyka niedużą (zazwyczaj są wielkie i długaśne, więc połowę albo garnek musi być naprawdę duży). Do tego warzywa: poł pora, 2-3 marchewki, 1-2 pietruszki, seler, 1 ząbek czosnku, kawałek imbiru (obrany ze skórki). Sól. Ja solę od razu, jak zimne, przynajmniej rosół. Zakrywamy pokrywką i gotujemy na małym ogniu minimum 3 godziny, sitkiem zbierając te babłoty co wypływają. Rosół ma się nie zagotować, bo straci smak. Po tym czasie przypiekamy całą cebulkę (na brązowo) i wrzucamy do środka. Nada kolor, i troche smaku też.

Ja najbardziej lubie rosół z makaronem nitki (cieniutkim) i dużą ilością siekanej zielonej pietruszki.

23.40 - herbatka i spać, dobrej nocy

czwartek, 07 października 2010, sukkub11

Polecane wpisy